Dominikanę odwiedziliśmy jeszcze z biurem podróży „Orbis”. Gościliśmy w kompleksie hotelowym stanowiącym własność prezydenta Dominikany. Kompleks hotelowy otoczony był wysokim murem. Posiadał uzbrojoną w karabiny ochronę. Nawet kiedy indywidualnie wychodziliśmy do miasteczka niewidoczne oczy śledziły czy nie spotka nas jakaś przygoda.

 

Jak cała Ameryka łacińska tak i Dominikana to kraj olbrzymich kontrastów. Piękne hotele dla gości zagranicznych oddzielone od brudnych zapyziałych miasteczek. Kanalizacja była tam już luksusem.

Hotel położony nad ładną bardzo drobno piaszczystą plażą. Bardziej kopne i piękniejsze plaże miały niedalekie małe wysepki, na które można się było wybrać. Plaża była ciągle spulchniana i czyszczona.

Morze było daleko płytkie gdyż przedzielała go rafa koralowa na której załamywały się fale. Regularnie przez ok. 15 min ok. godz 13 padał deszcz. Dlatego lasy i kwiaty są tu piękne.

Na terenie hotelu po raz pierwszy zobaczyłem biegające po ścianach budynku i chodnikach tarantule wielkości talerza do 2 dania. Na pająki natychmiast po zauważeniu polowała ochrona. Niestety nie znalazłem zdjęć tego pająka / pozostają gdzieś dobrze schowane/. Co ciekawe biegały one bardzo szybko. Pająki te spotkałem jeszcze w lasach mangrowych rosnących w oceanie.

Dominikana graniczy z Haiti krajem o odmiennej kulturze ale tak samo biednym. Stolica Dominikany Santo Domingo nieco czyściejsza, ale daleka od ideału. Oglądaliśmy ślady bytności Krzysztofa Kolumba i jego braci Diego i Bartolomeo. W stolicy znajduje się jedna z najstarszych uczelni Autonomiczny Uniwersytet Santo Domingo ( założony w 1538r).Duże wrażenie robi pałac Altazar de Colon, który należał do syna Kolumba.



"Get the Flash Player" "to see this gallery."