Chicago to pierwsze amerykańskie miasto, które odwiedziłem w 1993r. Jak przystało na pierwszą podróż do USA musiałem się srogo natłumaczyć w konsulacie krakowskim przed uzyskaniem wizy. Pamiętam, że do urzędnika nie docierały prawie żadne argumenty.

 

Dopiero gdy zadał ostatnie pytanie jakim samochodem jeżdżę /był to mercedes / i gdy zobaczył dowód rejestracyjny przyznał nam wizy. Z kilkudziesięciu osób starających się w tym dniu o wizę otrzymało ja tylko kilka osób razem z nami. Następne wizy dostawałem już automatycznie nawet nie wchodząc do konsula. W czasie pobytu zachęcono mnie do obejrzenia cmentarza na którym spoczywają prawie wszyscy słynni gangsterzy. Grób Al Capone nie zawierał fotografii, którą nagminnie zabierali na pamiątkę turyści. Po cmentarnych drogach poruszaliśmy się samochodem. Był on bardzo rozległy. Rzeczywiście cmentarz był warty obejrzenia.
Nie mogliśmy także pominąć restauracji w, której śpiewały wszystkie Polskie gwiazdy/ to była właśnie między innymi kariera artystyczna w USA/. Po powrocie do Polski opowiadano o pobycie w stanach nieco przybarwione historie. Rzeczywistość była mniej ciekawa.

Ameryka nie położyła mnie na łopatki. Wręcz odwrotnie. Tu żyje się inaczej niż w Europie. Ten styl mnie osobiście nie odpowiada. Szczególnie razi wygórowane mniemanie o sobie amerykanów. Podczas gdy spora część z nich moim zdaniem nie wie gdzie leży Europa. Podczas kolejnych wizyt w stanach tylko upewniałem się w tej opinii.


"Get the Flash Player" "to see this gallery."