Spływ pontonowy górską rzeką w Himalajach

Jedną z atrakcji jaką sobie zafundowaliśmy był spływ pontonami po górskiej rzece w Himalajach. Wywieziono nas gdzieś daleko w góry. Rzeczka szerokości kilkudziesięciu metrów płynęła leniwie. Pieniące się fale niewielkie. Tak wyglądała rzeka z okien samochodu. Wsiedliśmy na pontony.

 

 

Najpierw szkolenie. Na komendę uczyliśmy się wykonywać różne manewry. Najsilniejsi zostali posadzeni z tyłu pontonu. Oni mieli odpowiadać wspólnie z przewodnikiem za sterowanie pontonu. Powoli rzeka zwęziła się. Ponton zaczął dziwnie przyśpieszać.

 

Pojawiły się pierwsze kaskady wodne. Na razie niewysokie. Takie do 1metra. Fale na rzece przybrały. Stały się zdecydowanie wyższe. Najciekawsze było przed nami. Przełom rzeki z kilkunastoma progami. Już na pierwszym progu fala uderzając w ponton całkowicie go zalała. Wszyscy zostali przemoczeni. Na szczęście woda nie była aż tak lodowata jak się spodziewaliśmy. Na najwyższych progach fale były jucz co najmniej 5 metrowe.Tu musieliśmy włożyć maksimum wysiłku w wiosłowanie aby nie dać wciągnąć się wirom. Naszej ekipie udało się pokonać wszystkie przeszkody. Koledzy z sąsiedniego pontonu mieli mniej szczęścia. Przy którymś z progów wiosłując zbyt wolno zostali wciągnięci przez wir. Ponton koziołkował. Wszyscy znaleźli się w wodzie. Dobrze ,ż e kamizelki pozwoliły im utrzymać się na powierzchni. Akcja wyciągania kolegów z rzeki trwała dobre 30 minut. Po 4 godzinach spływu byliśmy kompletnie wyczerpani. Na szczęście przebyliśmy już najtrudniejszy odcinek rzeki. Na rozlewisku w zakolu rzeki zaplanowano postój na posiłek. Samochód czekał obok rzeki więc mogliśmy się przebrać w suche ubrania. Teraz zrozumieliśmy dlaczego kazano nam zostawić aparaty i kamery w samochodzie.
Jakże smakowało jedzenie i gorąca herbata. Części uczestników było mało wody więc poszli się wykąpać. Woda miała temperaturę ok. 16 stopni. Dalszy odcinek rzeczywiście nie był już trudny. Mogliśmy spokojnie podziwiać piękno krajobrazu. Wyglądało to tak jakby kilkakrotnie powiększyć górski odcinek przełomu Dunajca.

W poszukiwaniu słońca w Himalajach.

Dojechaliśmy do Podhary. Myślę,że nie przekręciłem nazwy. Miasteczko leży w kotlinie u stóp Himalajów nad brzegiem jeziora. Większość wypraw w góry zaczyna się z tego miejsca. Z naszego hotelu rozciąga się wspaniały widok na góry. Ładniejszy widok jest tylko ze wzgórz widokowych podczas wschodu słońca.
- Musimy to sprawdzić. Wczesnym rankiem ok 3.00 udajemy się taksówką na pobliskie wzgórze.Taksi dojeżdża gdzieś na wysokość ok 2.200m. Dalej jeszcze 1200 po stromych schodach i podejściach na szczyt. Okazuje się , że przybyliśmy bardzo późno. Musimy rozpocząć marszobieg. W drodze na wzgórze widokowe są również uczestnicy wycieczki z Japonii. Rozpoczynają się wyścigi. Kto zdąży. Powoli co słabsi kondycyjnie odpadają.
Niesamowite tempo z naszej wycieczki wytrzymujemy tylko we dwójkę razem z kolegą. Japończycy są lepsi. Z ich grupy 5 osób towarzyszy nam.Wreszcie szczyt . Do wschodu słońca jeszcze kilka minut. Mamy nogi jak z waty. Jeszcze ostatnia przeszkoda. Na szczycie wzgórza zbudowano wysoki na ok 30m pomost. Na niego trzeba wdrapać się po szerokiej drabinie. Ostatkiem sił zaliczamy platformę widokową. Czekamy na słońce. Nagrywam wszystko. Widok rzeczywiście trudno opisać. Trzeba to po prostu przeżyć. Zauważyłem , że kolega nie kręci filmu . Okazuje się żona miała baterie i została z tyłu po drodze. Skupiam całą uwagę na sfilmowaniu wschodu słońca. Nie wiem czy kiedykolwiek będę miał okazję coś takiego sfilmować. Warto było pocierpieć. Widoczność na odległość ponad 150km. Powietrze kryształowo czyste. Pierwsze promienie słońca pojawiają się z tyłu!
Tak odbijają się od szczytów najwyższych 8 tysiączników. Rozjaśniają się szczyty i powoli widać promienie po stronie zachodniej. Góry iskrzą wszystkimi barwami tęczy. Co za zjawisko? I wreszcie na wschodniej ścianie gór pojawia się ognista kula - słońce. Większość szczytów gór świeci dalej. Podekscytowani urokiem wschodu słońca postanawiamy wrócić na skróty do hotelu. Z góry odległość do hotelu wygląda na dobry rzut kamieniem. Ruszamy. Jakże szybko i srogo zawiedliśmy się. Wzgórze widokowe po zejściu kilkuset metrów przerodziło się w straszliwą nieżyczliwą górę. Co trochę przepaście i rozpadliny , które musimy omijać. Bez jedzenia i picia słabniemy. Zejście trwa już kilkanaście godzin. A wyglądało tak niewinnie. Późnym wieczorem docieramy kompletnie wyczerpani i poturbowani do hotelu. Hura nareszcie własne łóżko. Dawno ten widok nie był aż tak miły. Reszta uczestników zaczęła już organizować pomoc ratowników. Trwały właśnie negocjacje cenowe.

Himalaje nie zapomniane piękno./Podróż w nocy/

Jedno z najbardziej szokujących przeżyć nadeszło zupełnie nieoczekiwanie. Nieświadomi tego co mamy przeżyć wsiedliśmy do wynajętego wysłużonego samochodu. Podróżowaliśmy w grupie 16 osób. Samochód ten w Polsce - w najlepszym przypadku znalazłby się na złomie. Ale co począć. Lepszego nie było. Musieliśmy jakoś dostać się do podnóża Himalajów. W podróż wyruszyliśmy wieczorem aby nie tracić cennego czasu. Spragniony górskich widoków nieopatrznie usiadłem na jednym z pierwszych siedzeń. Rzeczywiście widoki nawet przy świetle księżyca zapierały dech w piersiach. Wkrótce zaczęły się prawdziwe góry. Drogi stały się wąskie praktycznie na szerokość autobusu. Kierowca pędził z szybkością 80-100km po serpentynach. Z jednego boku przepaść na głębokość co najmniej kilometra. Z drugiego strome zbocze góry. Ale nie to mnie zadziwiło ,lecz zabawa jaką urządzali sobie kierowcy jadący tą drogą. Polegała ona na sprawdzeniu hartu ducha kierowcy jadącego z podobną prędkością z naprzeciwka. Każdy jadący z naprzeciwka uważał ,że to jemu należy się pierwszeństwo i pędził dalej prosto. W ostatniej chwili kierowca o słabszym nerwach zjeżdżał kołami na pobocze ,a gdy go nie było to na część wzniesienia. Chwilowo jadąc prawie na dwóch kołach. Na szczęście dla nas nie spotkaliśmy się z drugim kierowcą mającym tak silne nerwy jak nasz. On przez całą drogę nikomu nie ustąpił. Na zjazdach widziałem stoczone szczepione wraki samochodów.To były samochody z kierowcami o stalowych nerwach. Tej nocy nie zmrużyłem oka. Po pewnym czasie uciekłem do tyłu. Nie zapomnę do końca życia samochodów będących naprzeciwko i prawie ocierających się o nas. Po drodze mieliśmy w górach chwilę czasu na odpoczynek. Nastąpił nie oczekiwany postój. Droga znowu zablokowana. Myślałem początkowo ,że to spotkanie dwóch kierowców o stalowych nerwach. Postój przedłużał się. Postanowiłem sprawdzić co się stało.Co się okazało ? Na drodze przed nami bojownicze plemię Górków zatrzymało samochód terenowo-osobowy. Samochód potrącił kobietę z tego plemienia powodując niewielkie otarcie ręki. Było widać kilka kropli krwi. Oko za oko - krew za krew.Taka zasada obowiązuje tu do dziś. Kara linczu lub ucięcia palca musi być wymierzona natychmiast. Sytuację próbowała załagodzić wezwana tutejsza policja oraz osoby z kilku innych pojazdów. Negocjacje trwają w skupieniu i ciszy przez kilka godzin. Sprawa jest poważna. Ostatecznie Gurkowie ustępują. Kara jest "niewielka" .
W odwecie spychają samochód do przepaści. Droga odblokowana. Jedziemy dalej. Na pamiątkę tego zdarzenia zakupiłem jeden z mniejszych noży plemienia Gurków.

 

Czy ktoś widział księżniczkę Nepalu?

Nasza grupa ma w/g legendy zapewnione szczęście do końca życia bo miała okazję zobaczyć księżniczkę Nepalu . Trwało to dobre kilka minut. Dziecko z ukrywaną ciekawością odwzajemniło nasze powitania. Panowanie księżniczki kończy się wraz z pierwszą miesiączką. Do końca życia otrzymuje "rentę" od państwa. Legenda głosi , ze kto ją poślubi ten umrze.

Zobacz film z Nepalu: